Niedziela . 05.09.2010 . 20:54
Polskie Araby    
  Polskie Araby Polskie Araby
Polskie Araby  
 
 
 
     
  Polskie Araby

Z archiwum "Kuriera Arabskiego"

 
 
--
--
Borys Pardus
Americana
W piątek w nocy na największe i najbardziej chyba prestiżowe zawody westernowe...
więcej
Borys Pardus
Jak przygotowywać...
Ponieważ blog umiera śmiercią naturalną zdecydowałem sie napisać kilka słów...
więcej
Ankieta
Który z polskich ogierów będzie najpopularniejszy w tym sezonie?
- -
- -
  wyniki
--
Newsletter
--
--
--
Kontakt
Wydawca:
Monika Luft
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych w portalu polskiearaby.com są osobistymi ocenami autorów.
Dział techniczny:
Oferta specjalna sprzedaży:
Reklama:
--
 
 
Droga do sukcesu – stadnina koni Michałów
 
Autor :Roman Pankiewicz 2010-04-02 | Drukuj  
 
Z końmi czystej krwi arabskiej los związał mnie od 1951 roku, kiedy rozpocząłem pracę w Albigowej. Pracowałem tam do 1958 roku. Od 1959 do 1967 roku „terminowałem” u dyrektora Ignacego Jaworowskiego w Michałowie. W tych latach zajmowałem się czynnie hodowlą, a po roku 1967 nadal nie traciłem kontaktu ze stadninami arabskimi, jeżdżąc na przeglądy i aukcje oraz na pokazy. Mam więc doskonały obraz Klemensowa – Michałowa od 1951 roku.

W listopadzie 1999 roku tak się złożyło, że byłem w Michałowie aż trzy razy. Mogłem wiec zobaczyć ich materiał dokładnie.

W latach sześćdziesiątych Michałów posiadał konie o raczej mniejszej urodzie niż pozostałe stadniny. W 1948 roku władze naczelne, powołując do życia trzy stadniny koni arabskich, zgromadziły w Albigowej najcenniejszy materiał i przydzieliły tam wspaniałego Witraża. Nowy Dwór otrzymał nieco słabszy materiał, ale z Wielkim Szlemem, który bardzo wyrównał materiał nowodworski. Natomiast w Klemensowie zgromadzono klacze najroślejsze, z których część była również bardzo cenna rodowodowo, ale zabrakło dla nich już trzeciego syna Ofira, który dodałby posiadanym klaczom urody. Przy tym założono, że Klemensów–Michałów miał za zadanie produkowania rosłych ogierów do PSO i takie też otrzymał ogiery na czele z rosłym, ale mało urodziwym Rozmarynem. Nie było wtedy eksportu na Zachód i do hodowli koni arabskich nie przywiązywano większej wagi.

Niestety po 1953 roku Michałów (wtedy przeszły doń konie z Klemensowa) nie miał ciągle ogiera naprawdę urodziwego. Produkował więc konie – jakby to powiedzieć – o dobrym podkładzie genetycznym, ale bez wybijającej się urody. Szczególnie cenne były tam córki Amurath Sahiba.

Ponieważ znałem dobrze język rosyjski i prenumerowałem „Koniewodztwo”, czytałem tam o cennym rodzie Skowronka i zawracałem głowę naszym władzom, żeby do Polski sprowadzili jakiegoś jego potomka. W 1956 roku przybył do Polski Nabor 1950, prawnuk Skowronka, trzykrotnie inbredowany na Ibrahima or.ar., ojca Skowronka. Kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy na kwarantannie w PSO Klikowa, ogier ten oczarował mnie swą przepiękną głową. Jednak po przyjściu do Albigowej rozczarowała mnie jego mała suchość, obrośnięte szczotki, a poza tym był on dla mnie jakoś tak „robiony cyrklem”. Ja zaś uwielbiałem konie w ramach, suche jak pieprz.

Jeszcze w roku 1956 przyjechał do Albigowej dyrektor Jaworowski, aby zostać ojcem chrzestnym mojej córki Marysi. Po uroczystościach kościelnych pokazałem mu Nabora i powiedziałem, że dla mnie jest to odpowiedni ogier na córki Amurath Sahiba. No i sprzedałem Nabora, nie doczekawszy się jeszcze nawet jego źrebiąt. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę.

Nabor pierwszy dodał urody koniom michałowskim. Jego potomstwo wygrywało czempionaty USA i Kanady. Michałów poszedł już inną niż dotychczas drogą. Drogą ku urodzie, zachowując kaliber i doszedł do stanu obecnego. Posiada obecnie najcenniejszy materiał hodowlany w Europie, a może nawet i na świecie.

Warto prześledzić drogę Michałowa i uczyć się, jak można dojść do szczytów, zaczynając od materiału może nawet i niezłego, ale odległego od stanu obecnego.

Otóż Michałów poszedł na szerokie użycie wszystkich cennych ogierów, które tylko były do jego dyspozycji. Następnie najcenniejsze klacze zostawiał sobie, a wszystkie słabsze, do których nie miał przekonania, sprzedawał. Metoda ta, przy obfitym żywieniu, dała zaskakujące wyniki. Dowodem tego są ostatnie wyniki z pokazów w Paryżu.

Ja osobiście obawiam się tylko jednego, że konie w Michałowie stają się coraz to wyższe. Werbum mierzy sobie aż 157 cm wzrostu. Nie widać tego po nim, bo jest bardzo harmonijny, ale należałoby mimo wszystko zapytać: quo vadis Michałów? Jaką sobie wyznaczyłeś górną granicę wzrostu?

A oto ogiery, które dźwignęły Michałów, i ich wykorzystanie:

Nazwa ogiera Lata, w których był użyty Liczba pokrytych klaczy
Nabor 1950 1957-63  74
Comet 1953 1962-64  48
Celebes 1949 1967-68  38
Negatiw 1945 969-73  70
El Paso 1967 1972-74  77
Eufrat 1970 1975-78  52
Bandos 1964 1977-79  53
Palas 1968 1976-80 i 1982-83  131
Probat 1975 1980-81 i 1983-86  128

Monogramm pozostawił w Michałowie stawkę wspaniałych koni.

Metodę tę Michałów stosował nadal, kryjąc bardzo szeroko ogierami Piechur, a już szczególnie Monogramm. Ma więc z czego wybierać najcenniejsze młode klacze.

Nauka dla wszystkich początkujących hodowców. Nie dobierajcie do trzech klaczy trzech różnych ogierów. Pokryjcie je jednym, oczywiście cennym i odpowiadającym im typem ogierem. Przetestujecie przy okazji swoje klacze. Zobaczycie, które z nich pokryte tym samym ogierem dają najcenniejsze potomstwo. Oczywiście na przyszły rok możecie zmienić ogiera, ale użyjcie go nadal na wszystkie klacze.

To tylko słynny Tezio, hodowca koni pełnej krwi angielskiej swoje 30 klaczy krył różnymi ogierami. Ale to było w pewnym tego słowa znaczeniu granie dużą ilością kuponów w totolotka. Owszem, otrzymał on w roku jednego wybitnego ogierka, ale jakie on miał klacze! A przy tym miał dwa gospodarstwa: jedno w górach, gdzie konie pasły się całe lato i drugie nad morzem, gdzie pasły się całą zimę. Sam też trenował i sam biegał. To znaczy, że konie te pozostawały w jego rękach cały czas. Nikt nie robił z nimi żadnych, tak często stosowanych, kantów na wyścigach.

Proszę bardzo: możecie naśladować Tezia. Ale ja uważam, że lepiej na tym wyjdziecie, jeśli będziecie naśladować Michałów. Ale cóż, uczcie się. Niestety nauka jest kosztowna. Pamiętajcie o tym. A jak dojdziecie do wniosku, że jednak Pankiewicz miał rację (wtedy mnie już nie będzie na tym świecie), to zmówcie za moją duszę zdrowaśkę. Nawet jakbyście byli niewierzący, to też.

„Kurier Arabski” nr 27/2000 – 28/2001
 
 
  Publikowanie tekstów oraz zdjęć z portalu polskiearaby.com na innych witrynach wymaga każdorazowo pisemnej zgody wydawcy portalu.  
 
   
  --